Cześć cześć, tutaj pami i imagin hehe
Ranek godzina 6.00. Pierwszy raz tak wcześnie wstałam.
Wyczołgałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Po godzinie byłam już gotowa,
zeszłam na dół żeby zjeść coś na
śniadanie. Wyjęłam z szafki miskę, nasypałam trochę płatków i polałam mlekiem.
Usiadłam przy blacie i powoli jadłam. Słyszałam tylko chrupanie kawałków kulek
czekoladowych. Nagle usłyszałam dzwonienie do drzwi. Podbiegłam i spojrzałam
przez Judasza, Tate. Hymm on chyba ma
dzisiaj na 9.00 co on tu robi? Otworzyłam wielkie drewniane wrota i
spytałam się. – Co tutaj robisz? – Uśmiechnęłam się.
T: Zrywamy się z lekcji chodź! – Krzyknął.
P: No nie wiem…
T: Nie daj się prosić – Zrobił minę zbitego psiaka. Zaczęłam
się śmiać.
P: Masz idealne oczy do tej miny. – Poczochrałam go po
włosach. – No dobra, tylko wezmę klucze, poczekaj. – Po chwili wróciłam do
Tate’a, zakluczyłam drzwi i wyszliśmy – To gdzie idziemy?
T: Niespodzianka, to nie daleko – Uśmiechnął się. Po 5
minutach doszliśmy do pobliskiej plaży.
P: Jej jak tu pięknie, jak mogłam nie znaleźć tego miejsca?
– podrapałam się po brodzie. Usiedliśmy na suchym piasku, na szczęście w Los Angeles
jest zawsze słonecznie.
T: Wiesz, zawsze tu przychodzę jak muszę coś przemyśleć. Jak
chcę uciec od tego cholernego świata, wtedy patrzę na morze, na tę
nieograniczoną przestrzeń. Myślę „ ja też chcę tak”, problemy znikały by jak
fale rozbijające się o piasek i byłbym jak woda raz cichy, raz porywczy. Lecz
nie, muszę tkwić w tym gównie, duszę się
w nim. Kiedyś umrę Pauline, wtedy będę jak morze. Błąkał się właśnie po
nieograniczonej przestrzeni i będę miał wszystko gdzieś. Będę w niebie. - Oparłam głowę na jego ramieniu i
uśmiechnęłam się.
P: Dziękuję że mnie tu zabrałeś. – Przesiedzieliśmy tak pare
godzin, potrzebowałam tego. Potem wróciliśmy do domu. Chciałam żeby Tate
jeszcze przyszedł do mnie, ale miał ważną sprawę do załatwienia. Otworzyłam drzwi
i pobiegłam jak co dzień schodami na górę do pokoju. Mama zawsze w piątki
wracała późno. Włączyłam muzykę i zaczęłam czytać książkę.
Kolejne dwa tygodnie
minęły szybko, jak codziennie chodziłam do szkoły, spotykałam się Tatem. Na
szczęście nie miałam biologii bo pani chora jest, od tamtego zdarzenia boje się
tego chłopaka.
Sobota, godzina 20.
Jak zawsze słuchałam Kingsów i siedziałam przed laptopem.
Usłyszałam wchodzenie po schodach, Pewnie
to Tate więc podeszłam do drzwi, gdy już był blisko otworzyłam.
Z: No cześć – Puścił do mnie oko.
P: Co Ty tu robisz? – Zdziwiona zapytałam.
Z: Przyszedłem do ciebie – Uśmiechnął się – A i mam coś –
Zza pleców wyjął wielki bukiet czerwonych tulipanów. – Mogę wejść? – Zapytał
się.
P: Skąd wiesz gdzie mieszkam?
Z: Jeezu zawsze zadajesz tyle pytań? Mam swoje wtyczki –
Zaśmiał się. Po chwili ciszy, dałam mu przestrzeń do wejścia do pokoju. Stanął obok mnie, dając mi kwiaty. – Podobno
twoje ulubione – Skąd on to wszystko wiedział?
P: Dziękuję – Położyłam tulipany na szafce. Usiadłam na
łóżku i gapiłam się w mój śliczny czarny dywan. Nagle poczułam dłoń Zayna na
moim udzie, odwróciłam się w jego stronę.
Z: Podobasz mi się i to bardzo. – Jeździł ręką w górę i w
dół. – Tak sobie pomyślałem, że moglibyśmy pójść na randkę? - Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, chłopak
zamknął moje usta pocałunkiem. Tym razem
nie dałam się i odepchnęłam go. – No nie bądź taka, przecież wiem że się
zgadzasz.
P: O co Ci chodzi? Pożartowałeś sobie ze mnie? Jak tak, to
możesz już iść – Podbiegłam do drzwi i otworzyłam mu je.
Z: To nie są żarty, naprawdę podobasz mi się.
P: Czemu miałabym Ci uwierzyć?
Z: Gdybym sobie żartował, zrobiłbym to przy wszystkich w
szkole. –Wygrał, było w tym trochę prawdy. Zamknęłam drzwi, Zayn uśmiechnięty
podszedł do mnie lekko oparł się o mnie i pocałował mnie. Po paru minutach,
przenieśliśmy się na łóżko. Na chwilę oderwałam się od jego ust i powiedziałam.
P: Nie powinniśmy się lepiej poznać? Nic nie wiem o tobie.
Z: Porozmawiamy sobie na randce dobrze? Mam teraz fajniejsze
rzeczy do roboty. – Poruszał zabawnie brwiami. Powinnam się teraz nie zgodzić,
nie wiem czemu tego nie zrobiłam. Całowaliśmy się dalej, po chwili odepchnęłam
go.
P: Nie tak, nie będzie. – Wyrzuciłam go z pokoju.
Z: Co się stało? – Krzyknął.
P: Najpierw musimy się poznać. Nie umiem inaczej.
Z: Po co? Ja o tobie dużo wiem. Wiem ze twoje ulubione
kwiaty to tulipany, nigdy nie masz
pełnego zaufania do innych. Kochasz czytać, szczególnie o wampirach,
wilkołakach i innych stworach. Uwielbiasz lasange twojej mamy i nie lubisz
Bożego Narodzenia. Mam mówić dalej?
P: Skąd to wszystko wiesz?
Z: Ja też nie jestem
stąd, chodziliśmy kiedyś do tej samej szkoły. Poznałem cię w Polsce, byłaś
zupełnie inna, radosna, każdy chłopak za tobą biegał. Mogłaś mieć każdego na
skinienie palca, zupełnie jak ja teraz.
P: Nie pamiętam cię.
Z: Bo nie miałem jak do ciebie podejść, chciałem porozmawiać
ale nie miałaś czasu.
P: Cóż jak widzisz wszystko się zmieniło, nie jestem już tą
samą osobą.
Z: Czemu?
P: To już nie twoja sprawa.
Z: Chciałaś porozmawiać – rozmawiamy więc oczekuje
odpowiedzi.
P: No dobra. Moi rodzice się rozwiedli, przeze mnie. Robiłam im ciągle problemy, oni obwiniali
siebie nawzajem, gdy było już coraz lepiej okazało się ze mój tata zdradza
mamę. Mama nie chciała go znać, ja także wiec wzięli rozwód. Od tego czasu, nie
ufam nikomu.
Z: Bardzo mi przykro. Mogę wejść? - Zaczął lekko drapać drzwi.
P: Nie ma potrzeby. – Wstałam spod drzwi i otworzyłam mu je.
Nagle podszedł do mnie i mnie przytulił.
Z: Ja cię nie zdradzę, możesz mi ufać. – Jasne… Po chwili usiedliśmy na podłodze,
rozmawialiśmy, całowaliśmy się nawet czasem się śmiałam co u mnie było
rzadkością. W końcu Zayn wyszedł a ja poszłam spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz