wtorek, 20 listopada 2012

Pami

Heej, tutaj Pami. Jak zawsze muszę zaczynać. No ale dobra. 


Był pierwszy września. Jakoś specjalnie mnie to nie cieszyło, nowa szkoła, nowi ludzie, nie wiem czy dam radę. W końcu to już moja  4 przeprowadzka, mama ciągle pnie w górę z swoją karierą zawodową, cieszy mnie to bardzo ale mogłybyśmy w końcu zatrzymać się w jakimś miejscu co najmniej 2 lata.
M: No kochanie pośpiesz się, bo się spóźnimy. – Pośpieszała mnie mama, nie odpowiadając nałożyłam moje czarne creepersy, przełożyłam torbę przez ramię i wyszłyśmy. Jadąc samochodem patrzyłam na przechodnie, większość byli to uczniowie, szli na galowo więc łatwo było rozpoznać. Gdy już dotarłyśmy do szkoły, wyszłam z samochodu. Nie żegnałam się z mamą, ogólnie jestem osobą małomówną. Wchodząc drzwiami głównymi, już czułam na sobie spojrzenia ludzi. Przyzwyczaiłam się że jestem inna, nie chodzę w kolorowych ubraniach, nie maluję się, nie noszę także butów na obcasie. Mam prawie 17 lat a jeszcze nigdy nie wypiłam alkoholu, ani nie paliłam! Wiem, to zbrodnia w tym wieku. Rozpoczęcie roku było na Sali gimnastycznej, tam się właśnie wybrałam, usiadłam z tyłu. Pragnęłam być niezauważalna jak zawsze, lecz moja koordynacja ruchów nie pomogła mi na to. Próbując przejść przez krzesło wywaliłam się z hukiem, wtedy cała sala odwróciła się w moją stronę i zaczęła cicho chichotać. Nic się nie stało, dzięki że zapytaliście  pomyślałam.
Godzina minęła szybko, oczywiście nie obyło się bez odwracania się w moją stronę i obgadywania mnie, ale jestem do tego przyzwyczajona. Wyszłam z wielkiego pomieszczenia i ruszyłam w stronę Sali gdzie cała klasa spotka się z naszym wychowawcą. Kobieta przedstawiła się, powiedziała co się zmieniło  w szkole i dała nam plan.
E: Ruszaj się! – Krzyknęła po czym popchnęła mnie w stronę drzwi, po chwili znowu słyszałam śmiech więc przyspieszyłam krok. Wychodząc ze szkoły założyłam słuchawki, puściłam muzykę i wsłuchiwałam się w słowa piosenek. Nawet nie zauważyłam a już byłam przed bramą mojego wielkiego domu. Otworzyłam drzwi, wyłączyłam alarm i schodami w górę pobiegłam do pokoju gdzie rzuciłam torbę na podłogę i położyłam się na łóżku spędzając resztę dnia słuchając muzyki i czytając książkę.
Następny dzień, przygotowana czekałam na mamę lecz pracowała więc postanowiłam że pójdę na pieszo. Pierwsza lekcja – Biologia, podeszłam do szafki wzięłam rzeczy i ruszyłam do Sali biologicznej, tam usiadłam na ostatniej ławce. Nagle podchodzi do mnie wysoki chłopak.
Z: Sory ale ja zazwyczaj tutaj siedzę – Powiedział.
P: No to nie będziesz siedział, przykro mi. – Odpowiedziałam i wróciłam do rozpakowania się. Czarnowłosy jednak nie dał za wygraną.
Z: To gdzie ja mam usiąść?
P: To nie jest już mój problem – Sekundę później, siedział już  obok mnie
Z: O widzisz nawet nie zauważyłem, że jest tutaj jeszcze miejsce – uśmiechnął się cwaniacko i położył książki na ławce. Zirytowana  przewróciłam oczami. Spoglądając na klasę, dostrzegłam że praktycznie wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie tak jakby zaraz miały mnie zabić, co ja im zrobiłam? Przerwała im pani wchodząca do klasy, przywitała się i zaczęła czytać listę. Dochodząc do mnie, zatrzymała się.
Nb: Pauline Scherwadzky, która to?  - Po czym podniosłam rękę, pokazując że to ja. – Bardzo mi miło cię poznać – Uśmiechnęła się do mnie i wróciła do czytania.
Lekcja minęła szybko i 2  później też. Teraz czekała mnie długa przerwa na lunch. Okrągłe stoły na środku były oczywiście zajęte przez „gwiazdki szkolne” , w jednym z nich siedział ten chłopak z którym siedzę na biologii, obok niego masa dziewczyn. A przy nich dwie inne przytulające się do zapewne swoich chłopaków. Ja usiadłam do wolnego stołu i zaczęłam sączyć picie. Po chwili podszedł do mnie pewien blondyn.
T: Cześć mogę się dosiąść? – Zapytał.
P: Jak chcesz to siadaj. – Uśmiechnął się do mnie po czym przysiadł się. Gdy spojrzałam na niego od razu utonęłam w jego pięknych praktycznie czarnych oczach.
T: Jak masz na imię? – Podniósł  brwi.
P: Pauline – Odpowiedziałam obojętnie.
T: Ja jestem Tate miło mi, chyba mamy razem Matematykę nieprawdaż?
P: Nie wiem, nie zauważyłam cię – Włożyłam jedną słuchawkę do ucha, pokazując że nie mam ochoty na rozmowę. Siedzieliśmy chwilę w ciszy jednak, Tate przerwał ją pytaniem.
T: Mogę z tobą posłuchać? Jestem pewny że masz świetny gust muzyczny – Kiwnęłam głową pokazując że się zgadzam po czym próbowałam się uśmiechnąć, co mi raczej nie wyszło. Dałam mu słuchawkę na co on przysunął się do mnie bliżej. Przez dalszą część przerwy słuchaliśmy w ciszy. Dzięki temu mogłam spoglądać na ludzi siedzących niedaleko mnie. Dzwonek zadzwonił, nareszcie! Jeszcze jedna lekcja i do domu. Tate wyjął słuchawkę z ucha i podał mi ją.  - Dzięki i do jutra! – Krzyknął i pobiegł na lekcje. Do jutra pomyślałam, po czym ruszyłam w stronę Sali.
Po skończonych lekcjach, wyszłam ze szkoły. Mamy nie było więc, znowu byłam skazana na moje obolałe nogi. Przechodziłam przez ulicę, kiedy usłyszałam głos
T: Pauline! Zaczekaj! – Ktoś krzyknął, było to Tate mój nowy „kolega” ze szkoły.  – W którą stronę idziesz? Pomyślałem że wrócę z tobą. – Pokazałam palcem na drogę. – Oh to świetnie, ja też. No więc co u ciebie? – Zapytał się.
P: Co jest z tobą nie tak? Czemu do mnie podszedłeś, czemu w ogóle ze mną rozmawiasz? Przecież już od początku roku wszyscy uważają mnie za dziwoląga.
T: No właśnie, dziwolągi powinny trzymać się razem. – Zaśmiał się, po czym lekko popchnął mnie – No chodź, chodź – Ruszył z miejsca, zrobiłam to samo. Przez całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim, o dziwo ja też trochę mówiłam. Szczerze mówiąc dobrze się czułam.  Pierwszy raz od jakiegoś czasu. Gdy doszłam do domu, zatrzymałam się i powiedziałam.
P: No to ja, tutaj się zatrzymuję. Pa – Odwróciłam się i poszłam w swoją stronę, nagle Tate złapał mnie za rękę.
T: Mieszkasz tu?
P: No tak, coś w tym dziwnego?
T: Ja mieszkam naprzeciwko – Uśmiechnął się i puścił mnie – No to pa! – Krzyknął, pobiegł do furtki. Nie widziałam go już więc też postanowiłam że pójdę do domu. Otworzyłam drzwi, tam zastał mnie smakowity zapach lasange. Zostawiłam rzeczy w holu głównym i szłam za zapachem.
M: O witaj, jesteś głodna? – Mama się do mnie uśmiechnęła i położyła danie na stole. Ja szybko usiadłam, ukroiłam sobie kawałek i skonsumowałam znakomicie przyrządzone jedzenie.
P: Dziękuję, było pyszne – Lekko się uśmiechnęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko, włączyłam laptopa i wstukałam stronę forum naszej szkoły. Nowy wpis, kliknęłam. „Nowa uczennica w Sunshine High School” i moje zdjęcie. Skąd oni je w ogóle mają? Komentarze „Dziwoląg!” „Kto to w ogóle jest?” i inne. Zamknęłam laptopa i położyłam się. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
M: Ja wychodzę, będę późno. Zrób sobie później coś do jedzenia. – Czekałam tylko na głos zakluczonych drzwi, gdy już się to stało pobiegłam do łazienki. Wyjęłam z torebki małą żyletkę, popatrzyłam na siebie, po chwili poczułam lekki ból i spływającą krew z mojej ręki, jechałam ostrzem raz po raz.
T: Lepiej będzie jakbyś robiła to wzdłuż ręki a nie wszerz. – Oparty o futrynę drzwi, powiedział.
P: Co Ty tu robisz? Myślałam że mama zamknęła drzwi.
T: No bo zamknęła, macie jeszcze tylne drzwi. – Uśmiechnął się. Podszedł do mnie, zabrał żyletkę po czym wyrzucił ją za okno.- Narzędzia zbrodni trzeba ukrywać. – Zaśmiał się. Poszliśmy do mojego pokoju, przesiedzieliśmy tam jakieś 3 godziny a potem Tate poszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz